Na zaproszenie bartoszyckiego liceum wybrałem się w 2014 roku z wykładem pt. „ile kosztuje bioróżnorodność” do tego małego, urokliwego i przygranicznego miasteczka. Na samym początku wykładu zapytałem się kto jadł zupę z pokrzywy. Ręce podniosły dwie panie nauczycielki. Nie jadły tej zupy w restauracji (tak jak ja w Zamościu i w Olsztynie), ale same sobie ugotowały. Najwyraźniej wiedziały jak. Na pytanie kto chciałby zjeść zupę z pokrzywy ręce podniosło co najmniej 20-30 licealistów. Jest więc potencjał do zagospodarowania i interes do zrobienia na lokalnym, tradycyjnym jedzeniu.
Po pierogach pora na coś z dawnego dziedzictwa, bardziej oryginalnego i unikalnego.
W internecie znalazłem wiele przepisów na zupę z pokrzywy z różnymi lokalnymi wariantami (od Litwy po Bułgarię). Niematerialne dziedzictwo kulinarne ma bardzo różny… smak. Owo parzące zielsko pod płotem okazuje się od dawna być obecnym w naszym jadłospisie, zarówno w Polsce jak i wielu krajach Europy. Trochę zapomniane, bo było jedzeniem ubogich na przednówki. Teraz systematycznie wraca do łask. Już nie z biedy ale z rozsądku i tęsknoty za oryginalnym, lokalnym jedzeniem.
Młode pokrzywy (stare są włókniste i zawierają szkodliwe dla nerek cystolity – nadają się do zjedzenia jedynie górne, wierzchołkowe części) stanowią cenny składnik pokarmowy ze względu na dużą zawartość soli mineralnych, witamin i białek. Dawniej spożywano pokrzywę jako warzywo, sporządzano z nich zupy lub okrasę do ziemniaków albo placki. Teraz już nie z biedy i głodu ale dla zdrowia i z turystycznej ciekawości chcemy zjeść pokrzywę.
Dzięki dokładniejszym badaniom wiemy co w pokrzywie jest. Substancjami biologicznie czynnymi, które zawierają liście pokrzywy są: kwasy organiczne (m.in. glikolowy, glicerowy, kawowy, mrówkowy, krzemowy i pantotenowy ), prowitamina A, witaminy (B1 , B2, B5 ,C, E, F, K,), karotenoidy, flawonoidy, garbniki, fitosterole, aminy (histamina, acetylocholina, serotonina), sole mineralne (w ilości 10%-20%), pierwiastki śladowe: wapń, żelazo, miedź, cynk, mangan, krzem, a także olejek eteryczny, który występuje w niewielkich ilościach.
We włoskach parzących znajduje się związek bliski kwasom żywicznym, acetylocholina, histamina, serotonina i śladowe ilości kwasu mrówkowego. W liściach obecne są znaczne ilości chlorofilu (chlorofil a i b), wykorzystywanego przemysłowo jako barwnik spożywczy. Być może więc jemy pokrzywę. nawet nie wiedzą o tym. No może tylko elementy z pokrzywy.
Suszone pędy pokrzyw zawierają 20,8% białek (w sianie białka strawne stanowią 10,8% masy), 2,5% tłuszczów, 18% celulozy i kilkanaście procent soli mineralnych. Nic dziwnego, że pokrzywa jest dobrym dodatkiem paszowym, zarówno na świeżo jak i po wysuszeniu.
Pokrzywy mój dziadek na wsi dawał świniom do koryta, poszatkowane i wymieszane z parowanymi ziemniakami lub ze śrutą zbożową. Ale żebym ja miał jeść zupę z pokrzyw? Wtedy nie przychodziło mi to do głowy.
Po bliższym zapoznaniu się z historią pokrzywy i jej związkach z człowiekiem okazuje się, że była i jest wykorzystywana jako herbatka ziołowa, jako warzywo do sałatek i na zupę, do odzienia (pozyskiwane włókno), do chłostania na reumatyzm także, jako lek. A to nie wszystkie jeszcze zastosowania. Turyście przyjeżdżają na prowincję by zbierać zioła – czyli dla miejscowych „zielsko spod płota”. Bo w sklepie tego nie kupią. Nie wierzysz? To zaparz sobie miętę, tę sklepową z saszetki i tę samodzielnie zasuszoną. Powąchaj i porównaj kolor. Różnica jest znaczna.
Podobne jest z pokrzywą. Bo jeśli suszyć oddzielnie same listki to inaczej się zasuszy. Inaczej, gdy częściowo sfermentuje. Tak samo jak zielona i czarna herbata. Jest różnica w smaku i kolorze? Jest. Na dodatek w kupowanych preparatach ziołowych nie do końca wiadomo co jest w środku. Biolodzy sprawdzili, badając DNA surowca. I okazało się, że nie zawsze jest to, co na etykiecie napisano.
Do niedawna pokrzywę kojarzyłem tylko ze świńskim korytem. Ale ostatnio nabrałem do niej szacunku. I nie tylko dlatego, że na niej żyją i się nią żywią gąsienice motyli takich jak rusałka pokrzywnik, rusałka admirał czy rusałka pawie oczko. Poprzez wyjazd turystyczny odkryłem jej przeszłość czyli tak zwane dziedzictwo kulinarne.
Zupę z pokrzyw jadłem w Zamościu. Jadłem z dużą frajdą i ze smakiem oraz niedowierzaniem. Tak smaczną zupę można zrobić z pokrzyw? Była wyśmienita. Nie taka, jak kiedyś robiona przeze mnie na obozie harcerskim - bo nie wystarczy tylko surowiec, ważne są także umiejętności. Wszystko wymaga sztuki i tradycji. Nie wszystko można wyczytać z książek ani naoglądać się w telewizji. Trzeba przyjechać i doświadczyć swoimi zmysłami ocalonego od zapomnienia dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego.
W 2014 roku jadłem zupę z pokrzywy w Olsztynie, w Cudnych Manowcach (na fotografii wyżej). Inny przepis, inny smak.
Korzeni pokrzywy nie jemy, ale wykorzystujemy w ziołolecznictwie. W korzeniach pokrzywy obecne są kwasy organiczne, śluzy, woski, fitosterole, fenylopropany, chlorofile A i B (do 5%), sole mineralne (m.in. rozpuszczalna krzemionka), kwasy tłuszczowe oraz znikome ilości monoterpenów, triterpenów, fenoli, tanin, kumaryn. Wykryto także stygmasterol, będący związkiem zapobiegającym łagodnym nowotworom prostaty. Stwierdzona została także lektyna, która pobudza odporność organizmu. W wyciągach z korzenia pokrzywy zwyczajnej stwierdzono także m.in. występowanie w postaci wolnej oraz glikozydowej 3-β-sitosterolu, który w pod obiema postaciami hamuje działanie enzymu reduktazy dihydrotestosteronu oraz zauważono obecność białka hamującego aromatazę, co powoduje tym samym, że roślina ta może być stosowana jako roślinny środek leczniczy w początkowym etapie przerostu prostaty. Swoje lata mam. Profilaktycznie więc może powinienem zainteresować się nie tylko zupą z liści ale i czymś z korzenia. Herbatka? Ale może w przepastnych zasobach bogatego dziedzictwa kulinarnego uda się odszukać coś smakowitszego?
Stanisław Czachorowski
(przedruk artykułu z bloga Profesorskie Gadanie)
To kraina, która swą nazwę bierze od woj. warmińsko-mazurskiego, to region w którym dobrze się żyje na stałe lub w czasie krótkiego wyjazdu urlopowego czy wakacyjnego. Slow life na urokliwej prowincji. Cittaslow z przyrodą w tle. Dziedzictwo odkrywanej tożsamości. Wędrówka przez smaki, zapachy, doznania, opowieści.
niedziela, 1 stycznia 2017
czwartek, 29 grudnia 2016
Film o pokrzywie i o zupie z pokrzywy
Odkrywanie zapomnianego dziedzictwa kulinarnego zainteresowało także studentów dziennikarstwa: Martę Półtoraczyk, Iwonę Zbroję, Macieja Wilamowskiego, Adriana Frąckiewicza, którzy pod opieką mgr Aleksandry Miedzowskiej, przygotowali dwa krótkie materiały filmowe o pokrzywie (jeden niżej). W ten sposób włączyli się do interdyscyplinarnej w formie i treści debaty o pokrzywie (zrealizowana w 2014 roku w ramach Dni Humany).
Stanisław Czachorowski
środa, 28 grudnia 2016
O debacie i zupie z pokrzywy
Tożsamość regionalna nie bierze się znikąd. Z kolei dyskusje akademickie nie ograniczają się tylko do abstrakcyjnych dywagacji o teoriach, paradygmatach i definicjach. W maju 2014 r. odbyła się debata pt. "Dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze regionu". Wszystko w ramach VIIII Dni Humany. Debacie towarzyszyła zupa z pokrzywy (filmik z gotowania zupy niżej).
Dlaczego pokrzywa? Roślina użytkowa, trochę zapomniana, dobra jest jak setki innych. Dziedzictwo przyrodnicze regionu obejmuje kilkadziesiąt tysięcy gatunków grzybów, roślin i zwierząt, setki typów ekosystemów. Dlaczego więc nie pokrzywa?
Podobnie z dziedzictwem kulinarnym - ogromne bogactwo, po części zapomniane. Warto je odkrywać teoretycznie i praktycznie. Od czegoś trzeba zacząć... Studenci dziennikarstwa (Marta Półtoraczyk, Iwona Zbroja, Maciej Wilamowski, Adrian Frąckiewicz) pod opieką mgr Aleksandry Miedzowskiej, przygotowali swoje materiały filmowe (jeden niżej). W ten sposób włączają się do tej interdyscyplinarnej w formie i treści debaty. Każdy na swój sposób.
Stanisław Czachorowski
Dlaczego pokrzywa? Roślina użytkowa, trochę zapomniana, dobra jest jak setki innych. Dziedzictwo przyrodnicze regionu obejmuje kilkadziesiąt tysięcy gatunków grzybów, roślin i zwierząt, setki typów ekosystemów. Dlaczego więc nie pokrzywa?
Podobnie z dziedzictwem kulinarnym - ogromne bogactwo, po części zapomniane. Warto je odkrywać teoretycznie i praktycznie. Od czegoś trzeba zacząć... Studenci dziennikarstwa (Marta Półtoraczyk, Iwona Zbroja, Maciej Wilamowski, Adrian Frąckiewicz) pod opieką mgr Aleksandry Miedzowskiej, przygotowali swoje materiały filmowe (jeden niżej). W ten sposób włączają się do tej interdyscyplinarnej w formie i treści debaty. Każdy na swój sposób.
Stanisław Czachorowski
wtorek, 27 grudnia 2016
Kto się pokrzywy boi?
Pokrzywa przy płocie stanowi dodatkowe zabezpieczenie. Podobno pszczelarze sadzili pokrzywę wokół pasiek, by w ten sposób utrzymać żaby z dala od uli. Nie wiem czy żaba pokrzywy unika i czy pszczołom zaszkodzić może. Prędzej ropucha. Ale przypuszczam, że pokrzywa wokół pasieki raczej ludzi odstrasza niż płazy. Taka defensywna broń biologiczna. Czasem z drwiną odnosimy się do zabobonów w dawnych czasach. Z wyższością myślimy o naszych przodkach - jacy głupi byli. Ale sporo guseł i zabobonów mamy w XXI wieku (te unikania witanie się przez prób itd.).
W ubiegłym roku obchodziliśmy Rok Oskara Kolberga, warto więc przypomnieć jego etnio-kolekcjonerski dorobek. W końcu XIX wieku Oskar Kolberg spisywał różne dawne wiejskie zwyczaje (gusłami zwane). Pisał więc, że w polskiej tradycji ludowej chroniono domostwa podczas burzy poprzez okadzanie ich święconymi wianeczkami z pokrzyw. Natomiast dla ochrony domów przed demonami zawieszano wiązki pokrzyw zebranych w noc świętojańską. Wiele ziół miało związek z nocą świętojańską, np. bylica. A pokrzywa wykorzystywana była przez ludzi od wieków. Więc i ona przyrosła do nocy świętojańskiej.
Pisałem już o włóknie na tkaniny i powrozy, pożywieniu dla zwierząt domowych oraz dla ludzi na przednówku czy o ziołach na różne dolegliwości. Dlaczegóż by więc nie miała pokrzywa odstrasza demonów, skoro odstrasza ludzi? Na wsi w XIX wieku okadzano krowy pokrzywami, by ustrzec je przed wiedźmami i innym złem czy urokami.
Pokrzywa miała także zapewnić narodziny męskiego potomka, o ile mąż w tajemnicy przed żoną umieścił pod łożem wiązkę pokrzyw, zerwaną w pełnym słońcu. Nie wiem dlaczego akurat w pełnym słońcu, ale z zabiegami magicznymi jest tak, że im dziwniej tym skuteczniej. Prawie jak placebo. Wierzono poza tym, że liść pokrzywy włożony pod podeszwę do buta chroni przed „zmordowaniem w tańcu i chodzeniu dalekim”. To była chyba praktyczna obserwacja. W różnych poradnikach turystyczny także znajdowałem (w wieku XX) informację, że warto włożyć do buta liść pokrzywy, aby niwelować zmęczenie w czasie wędrówki dalekiej.
Od sympatycznych pań z Mrągowa dowiedziałem się o jeszcze innym zastosowaniu pokrzywy. Też chodzi o dzień po, ale tym razem o tradycyjnego kaca. Otóż kulka, zwinięta z liści pokrzywy, noszona pod kobiecą piersią (nie wiem tylko jak długo), połknięta znosi lub przynajmniej łagodzi dolegliwość z kacem związaną. Być może ze względu na zawartość w pokrzywie mikroelementów i soli mineralnych. Ale dlaczego ma być noszona pod kobiecą piersią?
W średniowieczu wierzono, że wiązka pokrzyw położona pod łóżkiem chorego miała zapewnić mu uzdrowienie, a noszona chroniła przed złym spojrzeniem. Może z tego czasu wzięła się dziecięca gra w zielone. Pamiętam to te szkoły wiejskiej w Karwosiekach jak i w szkole w Płocku. Z dawnych wierzeń i zabobonów fragmentarycznie przetrwała w dziecięcych zabawach. To tylko moje przypuszczenie i gdybanie.
W każdym razie pokrzywa wykorzystywana była i jest jako zioło lecznicze. Dawną praktyką było również wykorzystywanie pokrzyw w ochronie produktów spożywczych. Świeże pokrzywy odstraszają muchy. Taki naturalny środek konserwujący a raczej zapobiegający zepsuciu (złożeniu jak przez muchy i rozwoju larw w mięsie czy tylko zabrudzeniu pokarmu). Parzące włoski pokrzywy mają ją chronić przed roślinożercami. Ale są gatunki wyspecjalizowane w konsumowaniu pokrzyw. I nie chodzi o człowieka. Mam na myśli motyle, a w zasadzie gąsienice motyli. Na pokrzywie rozwijają się rusałki pokrzywnik oraz rusałka pawie oczko (na zdjęciu wyżej). Parząca pokrzywa odstrasza, ale jak widać nie wszystkich. Tak to jest w przyrodzie, zawsze są jakieś wyjątki,
Stanisław Czachorowski
(przedruk artykułu z bloga Profesorskie Gadanie)
Wszystko ma swoją porę, nawet pokrzywa
Lubię widzieć sens, nawet w najprostszych czynnościach. Lubię wiedzieć dlaczego coś robi się tak a nie inaczej. Czy można inaczej? Może drzemie we mnie duch buntownika? A może wszyscy ludzie lepiej pracują, gdy rozumieją sens wykonywanych działań i wiedzą dlaczego coś należy wykonywać tak a nie inaczej. Pytania o to, czy można inaczej są źródłem postępu i innowacji.
Wszystko ma swoją porę, nawet zbiór i konsumowanie pokrzywy. Wynika to z fenologii, rozwoju poszczególnej rośliny i zmian anatomicznych czy fizjologicznych. Warto to następstwo czasowe i właściwą porę zrozumieć. Aby lekarstwo nie było trucizną. I aby wiedza nie mieszała się z zabobonem. Wiele informacji, receptur, sposobów postępowania przejmujemy od innych. Jako bezpośrednią tradycję lub wyczytaną z książek. I przyjmujemy na wiarę. Bo przecież na czymś się trzeba opierać i ufać ludziom.
Wszystkiego nie da się ciągle kontestować. Tradycja rodzi się z obserwacji i przekazywaniu spostrzeżeń. Warto korzystać z tradycji ustnej i spisanej w książkach, bo życie jest zbyt krótkie by odkrywać wszystko na nowo. Ale warto również stawiać pytanie dlaczego tak a nie inaczej postępować. Bez takich pytań tradycja przeradza się w pusty rytuał. Trzeba weryfikować, eksperymentować, sprawdzać. Pokrzywę zaleca się jadać ale tylko wiosną, gdy jest młoda. Dlaczego? Czy ze względu na właściwości czy z faktu, że zjadano ją na przednówku. Później były inne rośliny, smaczniejsze i lepsze. Zatem jak traktować książkowe zalecenie, by na zupę i sałatki zbierać pokrzywę tylko do końca maja? Dlaczego tylko młodą pokrzywę mielibyśmy jeść? Bo delikatniejsza i mniej w niej celulozy, zdrewniałych i włóknistych fragmentów, trudnych w przeżuwaniu? To może później warto zrywać tylko wierzchołki pokrzywy, przecież one także są „młode”.
Pokrzywa kwitnie od czerwca do późnej jesieni. Więc może kwitnienie jest znakiem, że staje się mniej smaczna lub mniej wartościowa? Zaleca się korzystać z pokrzywy do okresu kwitnięcia. Potem użytkowana jest ze względu na włókno. Z sezonu na zupę pokrzywową wchodzimy w sezon na produkcję włókna na prześcieradła, sznurki i bieliznę. W cyklu życiowych zawartość włókna zwiększa się w miarę wzrostu rośliny. Jest wyższa (dorasta pokrzywa do 2 a nawet czasem 3 metrów wysokości) – a więc i musi być mechanicznie bardziej wytrzymała, aby utrzymać się w pionie. Zrozumiała jest więc zbiór po okresie wegetacji, nie dość że więcej celulozy i włókna, to jeszcze łatwiej zbierać (bo mniej parzy). No i wyższa jest, dorodna. Ale jest jeszcze coś. Najpierw roślina się rozwija, gromadzi różne substancje by mieć surowce i energię do kosztownego kwitnięcia i wydania nasion. Zrozumiałe są więc różnice w składzie ilościowym różnorodnych substancji.
Wiosenne spożywanie pokrzywy nie wynika tylko więc z przednówka i biedy. Ale skoro tak, to można przecież – tak jak i inne sezonowe rośliny – ścinamy, by odrastała, I ciągle korzystać z młodych liści i pędów? Nie dopuszczając do zakwitnięcia. W takim przypadku dobra byłaby pokrzyw zbierana później. Warto więc wiedzieć dlaczego. Ale jest jeszcze coś. W tkankach pokrzywy zwyczajnej znajdują się również cystolity (fitolity) zbudowane z krzemionki o wielościennym, kanciastym kształcie.
Fitolity to krzemionkowe twory, powstające w komórkach roślinnych, we wnętrzu komórek, w ścianach komórkowych lub w przestrzeni międzykomórkowej. W fitolitach mogą (poza krzemionką) odkładać się także metale. Przypuszcza się, że niektóre fitolity mogą mieć właściwości rakotwórcze. Na pewno mają działanie drażniące dla nerek. Być może są małe i przedostają się do krwiobiegu a dalej do nerek. To oczywiście moje przypuszczenie, które trzeba byłoby sprawdzić w literaturze fachowej. Według niektórych źródeł spożywanie surowych, świeżych pokrzyw może też spowodować uszkodzenie wątroby. Zupa jest więc jak najbardziej wskazana. W wielu przepisać pokrzywę skarmianą zwierzętom również się w jakiś sposób obrabia i nie podaje w zbyt dużych ilościach. Ale czy wszystko przez owe fitolity? Czy może ze względu także na inne substancje? W każdym razie pojawianie się fitolitów związane jest z cyklem życiowym i fenologią (sezonowością). Fitolity być może są jakąś formą pozbywania się zbędnych elementów przemiany materii czy usuwania szkodliwych substancji (podobnie jak z różnymi substancjami, odkładanymi w wakuolach). Jak to więc jest, że taka zdrowa pokrzywa może mieć szkodliwe dla zdrowia fitolity? Pojawiają się one dopiero później. Starsze liście na szczycie są punktowane z powodu zawartych w komórkach kulistych cystolitów. Odkładane krzemionkowe fitolity przydają się do czegoś zupełnie innego. Ze względu na dużą zawartość krzemionki i wapnia pokrzywy wykorzystywane były do czyszczenia kotłów i naczyń. Zatem dalej pokrzywa jest przydatna w lecie i jesienią, ale już nie do jedzenia tylko do szorowania garnków. Nie pusty rytuał a zrozumienie przyczyn i głębsze uzasadnienie ludowych tradycji.
Na ziołach (i przyrodzie) trzeba się znać. Nie wszystko złoto co się świeci i nie wszystko dobre co pokrzywa. W medycynie ludowej zawarta jest dawna tradycja, często wymieszana z wierzeniami i dawnymi paradygmatami. Medycyna ludowa jest przetworzoną, dawna tradycja medyczną. To co nowe po jakimś czasie trafia do codziennej praktyki i odtwarzane jest w domowej tradycji. Bez weryfikowania może być tylko zabobonem i pustym rytuałem. Czasem nawet groźnym dla zdrowia zabobonem. Tradycja ludowa, czerpiąca doświadczenie z obserwacji i powtarzanych praktyk wymaga czasem głębszego poznania i pełniejszego uzasadnianie. By odróżnić efekt placebo od rzeczywistego działania fizjologicznego. I by wiedzieć dlaczego jednemu pomaga na chorobę, a innemu nawet szkodzi. Tak jak z pokrzywą – wiedzieć kiedy i dlaczego stosować i do czego. Czy zjeść, czy garnki wyszorować, czy do buta włożyć czy też przędzę zrobić.
Stanisław Czachorowski
(przedruk artykułu z bloga Profesorskie Gadanie)
Wszystko ma swoją porę, nawet zbiór i konsumowanie pokrzywy. Wynika to z fenologii, rozwoju poszczególnej rośliny i zmian anatomicznych czy fizjologicznych. Warto to następstwo czasowe i właściwą porę zrozumieć. Aby lekarstwo nie było trucizną. I aby wiedza nie mieszała się z zabobonem. Wiele informacji, receptur, sposobów postępowania przejmujemy od innych. Jako bezpośrednią tradycję lub wyczytaną z książek. I przyjmujemy na wiarę. Bo przecież na czymś się trzeba opierać i ufać ludziom.
Wszystkiego nie da się ciągle kontestować. Tradycja rodzi się z obserwacji i przekazywaniu spostrzeżeń. Warto korzystać z tradycji ustnej i spisanej w książkach, bo życie jest zbyt krótkie by odkrywać wszystko na nowo. Ale warto również stawiać pytanie dlaczego tak a nie inaczej postępować. Bez takich pytań tradycja przeradza się w pusty rytuał. Trzeba weryfikować, eksperymentować, sprawdzać. Pokrzywę zaleca się jadać ale tylko wiosną, gdy jest młoda. Dlaczego? Czy ze względu na właściwości czy z faktu, że zjadano ją na przednówku. Później były inne rośliny, smaczniejsze i lepsze. Zatem jak traktować książkowe zalecenie, by na zupę i sałatki zbierać pokrzywę tylko do końca maja? Dlaczego tylko młodą pokrzywę mielibyśmy jeść? Bo delikatniejsza i mniej w niej celulozy, zdrewniałych i włóknistych fragmentów, trudnych w przeżuwaniu? To może później warto zrywać tylko wierzchołki pokrzywy, przecież one także są „młode”.
Pokrzywa kwitnie od czerwca do późnej jesieni. Więc może kwitnienie jest znakiem, że staje się mniej smaczna lub mniej wartościowa? Zaleca się korzystać z pokrzywy do okresu kwitnięcia. Potem użytkowana jest ze względu na włókno. Z sezonu na zupę pokrzywową wchodzimy w sezon na produkcję włókna na prześcieradła, sznurki i bieliznę. W cyklu życiowych zawartość włókna zwiększa się w miarę wzrostu rośliny. Jest wyższa (dorasta pokrzywa do 2 a nawet czasem 3 metrów wysokości) – a więc i musi być mechanicznie bardziej wytrzymała, aby utrzymać się w pionie. Zrozumiała jest więc zbiór po okresie wegetacji, nie dość że więcej celulozy i włókna, to jeszcze łatwiej zbierać (bo mniej parzy). No i wyższa jest, dorodna. Ale jest jeszcze coś. Najpierw roślina się rozwija, gromadzi różne substancje by mieć surowce i energię do kosztownego kwitnięcia i wydania nasion. Zrozumiałe są więc różnice w składzie ilościowym różnorodnych substancji.
Wiosenne spożywanie pokrzywy nie wynika tylko więc z przednówka i biedy. Ale skoro tak, to można przecież – tak jak i inne sezonowe rośliny – ścinamy, by odrastała, I ciągle korzystać z młodych liści i pędów? Nie dopuszczając do zakwitnięcia. W takim przypadku dobra byłaby pokrzyw zbierana później. Warto więc wiedzieć dlaczego. Ale jest jeszcze coś. W tkankach pokrzywy zwyczajnej znajdują się również cystolity (fitolity) zbudowane z krzemionki o wielościennym, kanciastym kształcie.
Fitolity to krzemionkowe twory, powstające w komórkach roślinnych, we wnętrzu komórek, w ścianach komórkowych lub w przestrzeni międzykomórkowej. W fitolitach mogą (poza krzemionką) odkładać się także metale. Przypuszcza się, że niektóre fitolity mogą mieć właściwości rakotwórcze. Na pewno mają działanie drażniące dla nerek. Być może są małe i przedostają się do krwiobiegu a dalej do nerek. To oczywiście moje przypuszczenie, które trzeba byłoby sprawdzić w literaturze fachowej. Według niektórych źródeł spożywanie surowych, świeżych pokrzyw może też spowodować uszkodzenie wątroby. Zupa jest więc jak najbardziej wskazana. W wielu przepisać pokrzywę skarmianą zwierzętom również się w jakiś sposób obrabia i nie podaje w zbyt dużych ilościach. Ale czy wszystko przez owe fitolity? Czy może ze względu także na inne substancje? W każdym razie pojawianie się fitolitów związane jest z cyklem życiowym i fenologią (sezonowością). Fitolity być może są jakąś formą pozbywania się zbędnych elementów przemiany materii czy usuwania szkodliwych substancji (podobnie jak z różnymi substancjami, odkładanymi w wakuolach). Jak to więc jest, że taka zdrowa pokrzywa może mieć szkodliwe dla zdrowia fitolity? Pojawiają się one dopiero później. Starsze liście na szczycie są punktowane z powodu zawartych w komórkach kulistych cystolitów. Odkładane krzemionkowe fitolity przydają się do czegoś zupełnie innego. Ze względu na dużą zawartość krzemionki i wapnia pokrzywy wykorzystywane były do czyszczenia kotłów i naczyń. Zatem dalej pokrzywa jest przydatna w lecie i jesienią, ale już nie do jedzenia tylko do szorowania garnków. Nie pusty rytuał a zrozumienie przyczyn i głębsze uzasadnienie ludowych tradycji.
Na ziołach (i przyrodzie) trzeba się znać. Nie wszystko złoto co się świeci i nie wszystko dobre co pokrzywa. W medycynie ludowej zawarta jest dawna tradycja, często wymieszana z wierzeniami i dawnymi paradygmatami. Medycyna ludowa jest przetworzoną, dawna tradycja medyczną. To co nowe po jakimś czasie trafia do codziennej praktyki i odtwarzane jest w domowej tradycji. Bez weryfikowania może być tylko zabobonem i pustym rytuałem. Czasem nawet groźnym dla zdrowia zabobonem. Tradycja ludowa, czerpiąca doświadczenie z obserwacji i powtarzanych praktyk wymaga czasem głębszego poznania i pełniejszego uzasadnianie. By odróżnić efekt placebo od rzeczywistego działania fizjologicznego. I by wiedzieć dlaczego jednemu pomaga na chorobę, a innemu nawet szkodzi. Tak jak z pokrzywą – wiedzieć kiedy i dlaczego stosować i do czego. Czy zjeść, czy garnki wyszorować, czy do buta włożyć czy też przędzę zrobić.
Stanisław Czachorowski
(przedruk artykułu z bloga Profesorskie Gadanie)
sobota, 10 grudnia 2016
Pokrzywą po grzbiecie i z pokrzywą na grzbiecie - za każdym razem całkiem fajnie
Z pokrzywą spotykamy się już w młodości, a są to spotkania bolesne. Przynajmniej bywało tak dawniej, gdy dzieciństwo wiązało się przede wszystkim z podwórkiem a nie komputerem. A cofając się jeszcze bardziej w czasie, to kontakt z przyrodą był znacznie głębszy i pełniejszy niż obecnie.
Udomawianie roślin i zwierząt trwało przez wieki. Zaczynało się właśnie od spotykania w sąsiedztwie, zabawy, eksperymentowania. Gdy coś się udało odkryć jako przydatne, z czasem mogło być w drodze hodowli udoskonalane. Przez swoistą symbiozę z człowiekiem rośliny i zwierzęta zatracały część ze swych cech (niekorzystnych dla człowieka), a zyskiwały inne. Wzajemne uzależnienie powoduje, że gatunki udomowione nie bardzo mogą poradzić sobie w dzikiej przyrodzie. Podobnie jest z symbiontami.
Bolesne spotkania z pokrzywą uczą rozpoznawać ją spośród innych roślin. Aby unikać i omijać. Ale podobno owe parzenie (nie temperaturą a kłującymi włoskami i drażniącą cieczą) przez pokrzywę wychodzi człowiekowi na dobre – chroni przed reumatyzmem. Kiedyś mieliśmy to za darmo – przy pieleniu ogródka, chodząc przez zarośla i przy płocie. Teraz, żyjąc w sterylnych przyrodniczo warunkach miejskich, na kurację pokrzywową trzeba jechać do SPA. Pokrzywa w majtkach wydaje się torturą ale niektórzy jeszcze za to płacą. Ludzie są dziwni, zwłaszcza ci bogaci (a było już tak w starożytności, o czym niżej).
Z dzieciństwa (tego podwórkowego) pamiętam smaganie się pokrzywą. Ot takie końskie zaloty. Albo straszenie się „głuchą pokrzywą”, czyli jasnotą. Liście o takim samym pokroju co pokrzywa, ale bez włosków parzących. Niewprawne oko łatwo zmylić. I na tym polegała zabawa a jednocześnie wzajemna edukacja przyrodnicza. Siłą ludzkości jest pamięć zbiorowa, także ta zapisana i odczytywana w dowolnym momencie (czy to z książkowej kartki czy monitora komputerowego). To dużo więcej niż można nauczyć się na podwórku w czasach dzieciństwa.
Z zaskoczeniem wyczytałem, że przez Rzymian pokrzywa traktowana była jako afrodyzjak. Być może chłostanie się pokrzywą tu i ówdzie wywoływało efekty podobne do viagry (a więc jednak pokrzywa w majtkach)? W każdym razie w mitologii rzymskiej pokrzywa była poświęcona bogini Wenus. Afrodyzjakiem były sproszkowane nasiona, wymieszane z miodem i popijane winem (a czyż i arcydzięgiel nie był łączony z winem?). Starożytni Rzymianie pisali, że chłosta pokrzywami przywraca bogatym mężczyznom ochotę do życia. Niewątpliwie, swędzenie i pieczenie musiało rozbudzić i zmusić do ruchu każdego malkontenta i bogatego, gnuśnego dekadenta znudzonego dostatkiem. Kobiet chyba nie chłostano pokrzywami. Ale w Prusach wiązkę pokrzyw rzucano w oknach dziewcząt, których obyczaje nie były chwalebne. I zapewne chodziło o obyczaje będące w domenie starożytnej bogini Wenus. Pokrzywę rzucano w okna dziewcząt w maju. Ale w tym samym czasie dziewczynom lubianym i szanowanym dawano konwalie (widać się prowadziły dobrze). Dla jednych pachnące, subtelne kwiaty, dla innych parzące zielsko. Może także i po to, żeby uprzędły z pokrzywy odzienie.
Tak, tak, pokrzywa od wieków wykorzystywana była jako roślina dostarczająca włókien na sznury, powrozy, przędzę tkacką. Pokrzywa w uprawie i wykorzystaniu jest trudna. Dlatego wyparta została przez len i bawełnę. Odeszła w niepamięć tak jak konopie. I ponownie obecnie wraca do łask. Mała dygresja z aluzją do konopi – suszone ziele pokrzywy, zmieszane z tytoniem wchodzi w skład papierosów przeciwastmatycznych. Na początku zapewne wykorzystywano pokrzywę z dzikich stanowisk. A jest to roślina żyznej ziemi, spotkania w dolinach rzek. Na naszych terenach rolnictwo najpierw rozwijało się właśnie w żyznych dolinach rzecznych. Więc już od samego początku mieliśmy z nią kontakt, dosłowny i w przenośni. Traktowaliśmy jako kłopotliwy (bo parzący) chwast. Ale że nic się zmarnować nie może, to pewnie jeszcze przed neolitem wykorzystywana była przez łowców-zbieraczy do wytwarzania sznurów. Że jest parząca? Wystarczy zbierać ją późną jesienią lub wczesną wiosną, gdy jest „uschnięta”. Nie dość że nie parzy to jeszcze znacznie łatwiej z takiego surowca wydobyć włókno.
Włókna pokrzyw są gładkie, mocne, miękkie i sprężyste, o barwie szarobiałej (w domowej produkcji odraza się wybielanie płynem Ace). Włókna otrzymywane są z łodyg z wydajnością od 8 do 12%, ale u o odmian uprawnych wydajność jest już wyższa: od 13 do 16%. Udomawianie (domestykacja) polega właśnie na uwydatnianiu cech korzystnych dla człowieka. A pokrzywa bywała okazjonalnie rośliną hodowlaną, na włókno oraz dla zielonego barwnika (chlorofil). Włókno może i dobre (o czym będzie jeszcze niżej), ale kłopotliwe jest to parzące zielsko (w małej ilości służy zdrowiu ale w większej swędzi paskudnie). Jednak jeśli człowiek dostrzeże jakąś dobrą cechę, to jak pies myśliwski będzie tropił lepszych rozwiązań. W taki sposób do Polski trafiła pokrzywa konopiolistna (Urtica canabina). Jest bardzo podobna do pokrzywy zwyczajnej (Urtica dioica), w naszym kraju jest efemerofitem (gatunkiem obcym, który się pojawił ale jeszcze nie zadomowił z sukcesem). Pochodzi z umiarkowanych stref Azji: od Uralu do Iranu, w Polsce jest zdziczała („uciekła” z upraw”) i bardzo rzadka,
Pokrzywa konopiolistna jest uprawiana dla włókien (roślina włóknodajna). I ma cechę bardzo korzystną: włoski parzące występuję tylko na kwiatostanach. Włókna jak u pokrzywy a nie parzy dokuczliwie tak jak nasza. Nic dziwnego, że wzbudzała zainteresowanie udomowieniem. Pokrzywa zwyczajna jako wymagająca żyznej gleby oraz kłopotliwa w zbiorze, w większej, przemysłowej produkcji wyparta została przez len, a potem przez tańszą bawełnę.
Na stanowiskach archeologicznych znajdowane są pozostałości po tkaninach i sznurach z przędzy pokrzywowej już w epoce brązu. Ale z całą pewnością była wykorzystywana do tych celów już wcześniej. W XII wieku pojawiają się zapiski w książkach o wykorzystywaniu pokrzywy jako rośliny włóknodajnej. Pokrzywy traktowane były jako rośliny włókniste mniejszej wartości, przy czym jednak wzrost ich zastosowania następował do XVII wieku, po czym wyparte zostały przez jedwab i bawełnę (szybko, łatwo, dużo i taniej). Pokrzywa jako bieda-roślina traktowana była nie tylko pod względem kulinarnym. Według niektórych źródeł tkaniny z pokrzyw były cenione, a wyparte zostały przez tańsze materiały bawełniane. Powszechnie wykorzystywano włókna pokrzyw do produkcji szpagatu, lin i tkanin zarówno grubych żaglowych jak i bieliźnianych.
I tak oto doszliśmy powtórnie do pokrzywy na grzbiecie. Ale już bez chłostania i parzenia skóry. Pokrzywy w uprawach przemysłowych jako surowiec włókienniczy kosi się w sierpniu i wrześniu – gdy pędy zaczynają więdnąć. Dla niewielkich domowych potrzeb pierwotnych łowców-myśliwych czy rolników wystarczyły niewielkie ilości zebrane zimą lub wczesną wiosną (w części łodygi już przygotowane i było mniej pracy z pozyskaniem włókna). Ale w warunkach dużej uprawy zbiór musi być późnoletni lub wczesnowiosenny. Po kilkudniowym suszeniu z pokrzyw opadają zbędne liście, łodygi wiąże się w pęczki a następnie moczy, uważając by nie dopuścić do gnicia. Potem trzeba oddzielić „paździerz” przez tłuczenie i pocieranie pędów. W ten sposób wyczesuje się surową przędzę. Obecnie poza metodami mechanicznymi stosuje się także metody enzymatyczne i mikrobiologiczne.
Z pokrzywy szyto nie tylko prześcieradła i bieliznę. Armia napoleońska wędrowała przez Europę w mundurach uszytych z pokrzywy. Cenioną cechą było to, że włókna pokrzyw nie nasiąkają i nie gniją w wodzie - używane były do wyrobu sieci rybackich. A jeszcze XIX wieku wyrabiano z pokrzyw tkaniny oraz sita do cedzenia miodu i przesiewania mąki. Pokrzywa była przez wieki blisko nas w różnorodnej formie. Gdy pojawiało się coś tańszego i łatwiejszego w pozyskiwaniu – pokrzywa odchodziła w cień (symbolicznie pod płot). Ale gdy pojawiał się kryzys, to pokrzywa wracała do łask. Na przykład w czasie I wojny światowej w państwach centralnych z powodu braku dostępu do importowanej „zamorskiej” bawełny, z włókien pokrzywy wyrabiano ubrania. Działało nawet Berlińskie Towarzystwo Uprawy Pokrzywy, wypłacające premie pieniężne za uprawę pokrzywy (ta zachęta była potrzebna, zważywszy na kłopotliwy zbiór i uprawę). Tekstylny przemysł pokrzywowy w tym czasie rozkwitł. Tym razem pokrzywowe mundury miała armia niemiecka. Znowu mężczyźni mieli pokrzywę na plecach… Już po wojnie dużych ilościach tkaniny pokrzywowe eksportowane były z Niemiec do Wielkiej Brytanii.
W czasie II wojny światowej o pokrzywie znowu sobie przypomniano. W drugiej połowie XX w. uprawę pokrzywy kontynuowano w Związku Radzieckim i produkowano z niej powrozy i tkaniny opatrunkowe. Ale ZSRR upadł wcale nie przez pokrzywę. Teraz, na rosyjskim Dalekim Wschodzie kreowana jest moda na dzianiny z pokrzywy. Zapowiedź biedy czy efekt edukacji ekologicznej? Zainteresowanie włóknem pokrzywowym nie zmalało.
W instytutach badawczych z Niemiec, Austrii, Finlandii i Włoch wciąż trwają prace nad odmianami pokrzywy (klony, rozmnażane wegetatywnie, a jak pisałem poprzednio taki polikormon może żyć nawet 50 lat) o podwyższonej zawartości włókna. Być może trwają też prace nad pozbyciem się parzących włosków, ale wobec mechanicznego zbioru nie ma to większego znaczenia. Tym bardziej, że ”ubocznym” (dodatkowym) produktem uprawy pokrzywy na włókna mogą być liście, wykorzystywane dla celów kosmetycznych, leczniczych i dla pozyskania barwnika (o tym będzie następnym razem). Moda na eko (czyli przyjazne dla środowisk) nie tylko nie mija ale i się rozwija. Co więcej, konsumenci europejscy ze względów ochrony środowiska (w tym przeciwdziałania efektowi cieplarnianemu) coraz bardziej preferują produkcję lokalną. Już nie z biedy ani wojennej blokady, ale ekologicznego rozsądku pokrzywa ponownie wróci nam na grzbiet…. W formie tkanin i bielizny. Tkaniny utkane z pokrzyw mają nieco połyskującą fakturę, są delikatniejsze od tkanin lnianych i mocniejsze niż bawełniane. A i jeszcze jedno, z włókien pokrzywy można wytwarzać również papier. Nic się nie zmarnuje a drzewa w lesie ocaleją.
c.d.n. (bo o pokrzywie, jak i o każdym elemencie naszego dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego można długo opowiadać)
p.s. Jak właśnie doczytałem, jednak dziewczyny smagano pokrzywami - na Kresach Wschodnich na polach zasianych zbożem smagano pokrzywami dziewczęta, by zapewnić urodzaj. Może zachował się jakiś elementem starożytnych wierzeń magicznych - tych z Rzymu, związanych z płodnością i afrodyzjakami.
Stanisław Czachorowski
(przedruk artykułu z bloga Profesorskie Gadanie)
Udomawianie roślin i zwierząt trwało przez wieki. Zaczynało się właśnie od spotykania w sąsiedztwie, zabawy, eksperymentowania. Gdy coś się udało odkryć jako przydatne, z czasem mogło być w drodze hodowli udoskonalane. Przez swoistą symbiozę z człowiekiem rośliny i zwierzęta zatracały część ze swych cech (niekorzystnych dla człowieka), a zyskiwały inne. Wzajemne uzależnienie powoduje, że gatunki udomowione nie bardzo mogą poradzić sobie w dzikiej przyrodzie. Podobnie jest z symbiontami.
Bolesne spotkania z pokrzywą uczą rozpoznawać ją spośród innych roślin. Aby unikać i omijać. Ale podobno owe parzenie (nie temperaturą a kłującymi włoskami i drażniącą cieczą) przez pokrzywę wychodzi człowiekowi na dobre – chroni przed reumatyzmem. Kiedyś mieliśmy to za darmo – przy pieleniu ogródka, chodząc przez zarośla i przy płocie. Teraz, żyjąc w sterylnych przyrodniczo warunkach miejskich, na kurację pokrzywową trzeba jechać do SPA. Pokrzywa w majtkach wydaje się torturą ale niektórzy jeszcze za to płacą. Ludzie są dziwni, zwłaszcza ci bogaci (a było już tak w starożytności, o czym niżej).
Z dzieciństwa (tego podwórkowego) pamiętam smaganie się pokrzywą. Ot takie końskie zaloty. Albo straszenie się „głuchą pokrzywą”, czyli jasnotą. Liście o takim samym pokroju co pokrzywa, ale bez włosków parzących. Niewprawne oko łatwo zmylić. I na tym polegała zabawa a jednocześnie wzajemna edukacja przyrodnicza. Siłą ludzkości jest pamięć zbiorowa, także ta zapisana i odczytywana w dowolnym momencie (czy to z książkowej kartki czy monitora komputerowego). To dużo więcej niż można nauczyć się na podwórku w czasach dzieciństwa.
Z zaskoczeniem wyczytałem, że przez Rzymian pokrzywa traktowana była jako afrodyzjak. Być może chłostanie się pokrzywą tu i ówdzie wywoływało efekty podobne do viagry (a więc jednak pokrzywa w majtkach)? W każdym razie w mitologii rzymskiej pokrzywa była poświęcona bogini Wenus. Afrodyzjakiem były sproszkowane nasiona, wymieszane z miodem i popijane winem (a czyż i arcydzięgiel nie był łączony z winem?). Starożytni Rzymianie pisali, że chłosta pokrzywami przywraca bogatym mężczyznom ochotę do życia. Niewątpliwie, swędzenie i pieczenie musiało rozbudzić i zmusić do ruchu każdego malkontenta i bogatego, gnuśnego dekadenta znudzonego dostatkiem. Kobiet chyba nie chłostano pokrzywami. Ale w Prusach wiązkę pokrzyw rzucano w oknach dziewcząt, których obyczaje nie były chwalebne. I zapewne chodziło o obyczaje będące w domenie starożytnej bogini Wenus. Pokrzywę rzucano w okna dziewcząt w maju. Ale w tym samym czasie dziewczynom lubianym i szanowanym dawano konwalie (widać się prowadziły dobrze). Dla jednych pachnące, subtelne kwiaty, dla innych parzące zielsko. Może także i po to, żeby uprzędły z pokrzywy odzienie.
Tak, tak, pokrzywa od wieków wykorzystywana była jako roślina dostarczająca włókien na sznury, powrozy, przędzę tkacką. Pokrzywa w uprawie i wykorzystaniu jest trudna. Dlatego wyparta została przez len i bawełnę. Odeszła w niepamięć tak jak konopie. I ponownie obecnie wraca do łask. Mała dygresja z aluzją do konopi – suszone ziele pokrzywy, zmieszane z tytoniem wchodzi w skład papierosów przeciwastmatycznych. Na początku zapewne wykorzystywano pokrzywę z dzikich stanowisk. A jest to roślina żyznej ziemi, spotkania w dolinach rzek. Na naszych terenach rolnictwo najpierw rozwijało się właśnie w żyznych dolinach rzecznych. Więc już od samego początku mieliśmy z nią kontakt, dosłowny i w przenośni. Traktowaliśmy jako kłopotliwy (bo parzący) chwast. Ale że nic się zmarnować nie może, to pewnie jeszcze przed neolitem wykorzystywana była przez łowców-zbieraczy do wytwarzania sznurów. Że jest parząca? Wystarczy zbierać ją późną jesienią lub wczesną wiosną, gdy jest „uschnięta”. Nie dość że nie parzy to jeszcze znacznie łatwiej z takiego surowca wydobyć włókno.
Włókna pokrzyw są gładkie, mocne, miękkie i sprężyste, o barwie szarobiałej (w domowej produkcji odraza się wybielanie płynem Ace). Włókna otrzymywane są z łodyg z wydajnością od 8 do 12%, ale u o odmian uprawnych wydajność jest już wyższa: od 13 do 16%. Udomawianie (domestykacja) polega właśnie na uwydatnianiu cech korzystnych dla człowieka. A pokrzywa bywała okazjonalnie rośliną hodowlaną, na włókno oraz dla zielonego barwnika (chlorofil). Włókno może i dobre (o czym będzie jeszcze niżej), ale kłopotliwe jest to parzące zielsko (w małej ilości służy zdrowiu ale w większej swędzi paskudnie). Jednak jeśli człowiek dostrzeże jakąś dobrą cechę, to jak pies myśliwski będzie tropił lepszych rozwiązań. W taki sposób do Polski trafiła pokrzywa konopiolistna (Urtica canabina). Jest bardzo podobna do pokrzywy zwyczajnej (Urtica dioica), w naszym kraju jest efemerofitem (gatunkiem obcym, który się pojawił ale jeszcze nie zadomowił z sukcesem). Pochodzi z umiarkowanych stref Azji: od Uralu do Iranu, w Polsce jest zdziczała („uciekła” z upraw”) i bardzo rzadka,
Pokrzywa konopiolistna jest uprawiana dla włókien (roślina włóknodajna). I ma cechę bardzo korzystną: włoski parzące występuję tylko na kwiatostanach. Włókna jak u pokrzywy a nie parzy dokuczliwie tak jak nasza. Nic dziwnego, że wzbudzała zainteresowanie udomowieniem. Pokrzywa zwyczajna jako wymagająca żyznej gleby oraz kłopotliwa w zbiorze, w większej, przemysłowej produkcji wyparta została przez len, a potem przez tańszą bawełnę.
Na stanowiskach archeologicznych znajdowane są pozostałości po tkaninach i sznurach z przędzy pokrzywowej już w epoce brązu. Ale z całą pewnością była wykorzystywana do tych celów już wcześniej. W XII wieku pojawiają się zapiski w książkach o wykorzystywaniu pokrzywy jako rośliny włóknodajnej. Pokrzywy traktowane były jako rośliny włókniste mniejszej wartości, przy czym jednak wzrost ich zastosowania następował do XVII wieku, po czym wyparte zostały przez jedwab i bawełnę (szybko, łatwo, dużo i taniej). Pokrzywa jako bieda-roślina traktowana była nie tylko pod względem kulinarnym. Według niektórych źródeł tkaniny z pokrzyw były cenione, a wyparte zostały przez tańsze materiały bawełniane. Powszechnie wykorzystywano włókna pokrzyw do produkcji szpagatu, lin i tkanin zarówno grubych żaglowych jak i bieliźnianych.
I tak oto doszliśmy powtórnie do pokrzywy na grzbiecie. Ale już bez chłostania i parzenia skóry. Pokrzywy w uprawach przemysłowych jako surowiec włókienniczy kosi się w sierpniu i wrześniu – gdy pędy zaczynają więdnąć. Dla niewielkich domowych potrzeb pierwotnych łowców-myśliwych czy rolników wystarczyły niewielkie ilości zebrane zimą lub wczesną wiosną (w części łodygi już przygotowane i było mniej pracy z pozyskaniem włókna). Ale w warunkach dużej uprawy zbiór musi być późnoletni lub wczesnowiosenny. Po kilkudniowym suszeniu z pokrzyw opadają zbędne liście, łodygi wiąże się w pęczki a następnie moczy, uważając by nie dopuścić do gnicia. Potem trzeba oddzielić „paździerz” przez tłuczenie i pocieranie pędów. W ten sposób wyczesuje się surową przędzę. Obecnie poza metodami mechanicznymi stosuje się także metody enzymatyczne i mikrobiologiczne.
Z pokrzywy szyto nie tylko prześcieradła i bieliznę. Armia napoleońska wędrowała przez Europę w mundurach uszytych z pokrzywy. Cenioną cechą było to, że włókna pokrzyw nie nasiąkają i nie gniją w wodzie - używane były do wyrobu sieci rybackich. A jeszcze XIX wieku wyrabiano z pokrzyw tkaniny oraz sita do cedzenia miodu i przesiewania mąki. Pokrzywa była przez wieki blisko nas w różnorodnej formie. Gdy pojawiało się coś tańszego i łatwiejszego w pozyskiwaniu – pokrzywa odchodziła w cień (symbolicznie pod płot). Ale gdy pojawiał się kryzys, to pokrzywa wracała do łask. Na przykład w czasie I wojny światowej w państwach centralnych z powodu braku dostępu do importowanej „zamorskiej” bawełny, z włókien pokrzywy wyrabiano ubrania. Działało nawet Berlińskie Towarzystwo Uprawy Pokrzywy, wypłacające premie pieniężne za uprawę pokrzywy (ta zachęta była potrzebna, zważywszy na kłopotliwy zbiór i uprawę). Tekstylny przemysł pokrzywowy w tym czasie rozkwitł. Tym razem pokrzywowe mundury miała armia niemiecka. Znowu mężczyźni mieli pokrzywę na plecach… Już po wojnie dużych ilościach tkaniny pokrzywowe eksportowane były z Niemiec do Wielkiej Brytanii.
W czasie II wojny światowej o pokrzywie znowu sobie przypomniano. W drugiej połowie XX w. uprawę pokrzywy kontynuowano w Związku Radzieckim i produkowano z niej powrozy i tkaniny opatrunkowe. Ale ZSRR upadł wcale nie przez pokrzywę. Teraz, na rosyjskim Dalekim Wschodzie kreowana jest moda na dzianiny z pokrzywy. Zapowiedź biedy czy efekt edukacji ekologicznej? Zainteresowanie włóknem pokrzywowym nie zmalało.
W instytutach badawczych z Niemiec, Austrii, Finlandii i Włoch wciąż trwają prace nad odmianami pokrzywy (klony, rozmnażane wegetatywnie, a jak pisałem poprzednio taki polikormon może żyć nawet 50 lat) o podwyższonej zawartości włókna. Być może trwają też prace nad pozbyciem się parzących włosków, ale wobec mechanicznego zbioru nie ma to większego znaczenia. Tym bardziej, że ”ubocznym” (dodatkowym) produktem uprawy pokrzywy na włókna mogą być liście, wykorzystywane dla celów kosmetycznych, leczniczych i dla pozyskania barwnika (o tym będzie następnym razem). Moda na eko (czyli przyjazne dla środowisk) nie tylko nie mija ale i się rozwija. Co więcej, konsumenci europejscy ze względów ochrony środowiska (w tym przeciwdziałania efektowi cieplarnianemu) coraz bardziej preferują produkcję lokalną. Już nie z biedy ani wojennej blokady, ale ekologicznego rozsądku pokrzywa ponownie wróci nam na grzbiet…. W formie tkanin i bielizny. Tkaniny utkane z pokrzyw mają nieco połyskującą fakturę, są delikatniejsze od tkanin lnianych i mocniejsze niż bawełniane. A i jeszcze jedno, z włókien pokrzywy można wytwarzać również papier. Nic się nie zmarnuje a drzewa w lesie ocaleją.
c.d.n. (bo o pokrzywie, jak i o każdym elemencie naszego dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego można długo opowiadać)
p.s. Jak właśnie doczytałem, jednak dziewczyny smagano pokrzywami - na Kresach Wschodnich na polach zasianych zbożem smagano pokrzywami dziewczęta, by zapewnić urodzaj. Może zachował się jakiś elementem starożytnych wierzeń magicznych - tych z Rzymu, związanych z płodnością i afrodyzjakami.
Stanisław Czachorowski
(przedruk artykułu z bloga Profesorskie Gadanie)
piątek, 9 grudnia 2016
Czy pokrzywa jest gender?
Nawet nie przypuszczałem, że zwykła pokrzywa kryje tyle tajemnic i bogatej historii. Jak wyczytałem w różnych źródłach pokrzywa była wykorzystywana nie tylko jako karma dla zwierząt czy potrawa na zupę i sałatki na przednówku. Wykorzystuje się ją jako roślinę leczniczą ale dawniej była wykorzystywana a nawet uprawiana jako roślina dostarczająca włókien, z których szyto koszule, prześcieradła i inne asortymenty garderobiane czy nawet bandaże. Była też rośliną barwierską oraz wykorzystywaną do konserwowania żywności.
Prowadzono nad nią liczne badania i doskonalono metody upraw oraz wyhodowano specjalne odmiany o większej zawartości włókien i innych pożądanych cechach. Teraz jest jakby zapomniana. Rośnie pod płotem i skrywa bogatą przeszłość. Ale moją uwagę ostatnio wzbudzała jej płciowość. Stąd gender w tytule. Słowo umyślnie użyte przeze mnie jako ozdobnik. To „zemsta” za nadużywanie słowa „ekologia”. Słowo nadużywane i to w kontekstach daleko odbiegających od pierwotnego znaczenia. A skoro gender ostatnio jest modne, to dlaczego nie rozważać pokrzywy w kontekście gender?
Moje zainteresowanie wzbudziło stwierdzenie, znalezione w książce „Pokrzywa zwyczajna (…) gatunek dwupienny, rzadko jednopienny.” Dwupienność u roślin występuje wtedy, gdy część osobników wytwarza wyłącznie kwiaty żeńskie, a część wyłącznie kwiaty męskie (obie płcie na dwóch pniach, każda na swoim). Czyli jedne są żeńskie inne męskie. Tak normalnie jak u większosci zwierząt dwie płcie. Natomiast jednopienność występuje wtedy, gdy na jednym osobniku (jednym pniu) występują zarówno kwiaty żeńskie jak i męskie. Czyli to taki obojnak (gdyby porównywać do zwierząt, tak jak u ślimaka winniczka).
Jak to jest z pokrzywą, że głównie jest dwupienna (rozdzielnopłciowa) a czasem jednopienna? Zmienia sobie płeć jak chce? Co determinuje płeć (dwupienność i jednopienność) u pokrzywy? Na Wikipedii doczytałem, że pokrzywa zwyczajna (Urtica dioica L.) należy do rodziny pokrzywowatych (Urticaceae), jest przeważnie dwupienna ale u podgatunków północnoamerykańskich jest jednopienna. A więc jednopienność nie jest tak dowolna jak można byłoby sądzić. Pokrzywa zwyczajna rośnie w warunkach naturalnych w Europie, w strefie umiarkowanej terenów Azji i północnej Afryki.
W USA pokrzywa jest gatunkiem inwazyjnym. Podobno zawleczona została także na inne kontynenty. A więc zamiana dwupienności na jednopienność nastąpiła w procesie kolonizacji. Najpewniej jest to cecha korzystna do kolonizacji, podobnie jak partenogeneza u wodożytki nowozelandzkiej (w kraju pochodzenia rozmnaża się płciowo i czasem partenogenetycznie ale w krajach skolonizowanych, gdzie jest gatunkiem obcym rozmnaża się wyłącznie przez partenogenezę). Bo tak jak w przypadku ślimaka winniczka i obojnaków – każdy osobnik, którego spotka nadaje się do "rozrodu” i wymiany materiału genetycznego. 100 % trafień. Co w przypadku kolonizacji przez zazwyczaj niewielką liczbę osobników ma ogromne znaczenie.
Ale to nie koniec moich poszukiwać z gender w tle. Pokrzywa zwyczajna jest byliną rozłogową czyli rośliną wieloletnią - co roku odrasta z kłączy i korzeni. Dwupienna pokrzywa rozmnaża się także wegetatywnie – przez rozłogi. Taki wielosobniczy klon (dokładniej polikormon – jeden organizm ale wiele „osobników”) zajmuje duży obszar. Bo pojedyncze rośliny (łodygi), wyrastające z gleby są pod spodem połączone kłączami i stanowią jeden organizm. Oczywiście, każdy pojedynczy kormon może żyć samodzielnie. Każdy jednocześnie jest klonem (taki sam materiał genetyczny) organizmu rodzicielskiego.
Jak szacunkowo obliczono to taki polikormon pokrzywy może żyć nawet 50 lat. I kto by pomyślał, że taka „jednoroczna pokrzywa” może być taka długowieczna. A wszystko dzięki pomnażaniu (lepszy termin na biologiczne pojęcie rozmnażania bezpłciowego). Jak doczytałem, na północnym krańcu swojego zasięgu występowania pokrzywa rozmnaża się prawie wyłącznie (a przynajmniej głównie) przez rozłogi, bo brakuje warunków na wydanie kwiatów, zapylenie i dojrzenie nasion. To także sposób na kolonizowanie nowych terenów i „czekanie” z rozmnażaniem płciowym na klimatycznie dogodne warunku (raz na jakiś czas).
Pokrzywa jest wiatropylna. Jak wiatr poniesie, tak pyłek trafi albo nie trafi na kwiaty żeńskie. Dwupienność bywa kłopotliwa, bo muszą się znaleźć obie płcie w „zasięgu wiatru”. Nic dziwnego, że ewolucyjnym wynalazkiem były kwiaty zapylane przez owady (daniną jest nektar). Ale wróćmy do pokrzywy.
Jest jeszcze w naszym kraju pokrzywa żegawka (Urtica urens L.). Jest mniejsza od pokrzywy zwyczajnej ale za to dotkliwiej parzy. Żegawka jest rośliną jednoroczną (co roku wyrasta z nasion) i nie tworzy rozłogów. Ale jest jednopienna, czyli na jednym osobniku są kwiaty żeńskie i męskie (taki obojnak w biologicznym sensie). A popkulturowo rasowy gender – może się czuć samcem lub samicą (jeśli roślina w ogóle może czegokolwiek chcieć i mieć wolę) w zależności od widzimisię. Dzisiaj tak a jutro inaczej. Żegawka pochodzi z obszaru śródziemnomorskiego ale rozprzestrzeniona w Eurazji i Ameryce Północnej. Czyli chyba także zawleczona do USA.
Pokrzywa zwyczajna – jak wyczytałem – może krzyżować się z pokrzywą żegawką. Co w sumie nie jest dziwne jak na rośliny wiatropylne (wiatr niekumaty, nie rozpoznaje i zapyla jak leci). Krzyżówki międzygatunkowe nie są tak rzadkie jakbyśmy sądzili, zwłaszcza u roślin. To dobra strategia ekologiczna i ewolucyjna dla kolonistów. Tak więc, po nieco dokładniejszych dociekaniu, okazało się, że pokrzywa nie jest taka gender (w popkulturowym i gazetowym znaczeniu) jakby się na początku wydawało. Bo w sumie chodzi o dwa gatunki i podgatunki na innych kontynentach.
Pokrzywa zwyczajna jest rośliną dwupienną w Eurazji a jedynie w Ameryce Północnej jest jednopienna, co można być może interpretować jako efekt kolonizacji i być może krzyżówek z pokrzywą żegawką. To ostatnie trzeba byłoby sprawdzić genetycznie. Być może już do ktoś sprawdził, trzeba tylko poszukać w przebogatej literaturze naukowej.
U góry na fotografii osobnik męski pokrzywy zwyczajnej, niżej żeński. Tak mi się przynajmniej zdaje :).
c.d.n. (rozważań gastronomiczno-pokrzywowych).
Stanisław Czachorowski
(przedruk artykułu z bloga Profesorskie Gadanie)
Prowadzono nad nią liczne badania i doskonalono metody upraw oraz wyhodowano specjalne odmiany o większej zawartości włókien i innych pożądanych cechach. Teraz jest jakby zapomniana. Rośnie pod płotem i skrywa bogatą przeszłość. Ale moją uwagę ostatnio wzbudzała jej płciowość. Stąd gender w tytule. Słowo umyślnie użyte przeze mnie jako ozdobnik. To „zemsta” za nadużywanie słowa „ekologia”. Słowo nadużywane i to w kontekstach daleko odbiegających od pierwotnego znaczenia. A skoro gender ostatnio jest modne, to dlaczego nie rozważać pokrzywy w kontekście gender?
Moje zainteresowanie wzbudziło stwierdzenie, znalezione w książce „Pokrzywa zwyczajna (…) gatunek dwupienny, rzadko jednopienny.” Dwupienność u roślin występuje wtedy, gdy część osobników wytwarza wyłącznie kwiaty żeńskie, a część wyłącznie kwiaty męskie (obie płcie na dwóch pniach, każda na swoim). Czyli jedne są żeńskie inne męskie. Tak normalnie jak u większosci zwierząt dwie płcie. Natomiast jednopienność występuje wtedy, gdy na jednym osobniku (jednym pniu) występują zarówno kwiaty żeńskie jak i męskie. Czyli to taki obojnak (gdyby porównywać do zwierząt, tak jak u ślimaka winniczka).
Jak to jest z pokrzywą, że głównie jest dwupienna (rozdzielnopłciowa) a czasem jednopienna? Zmienia sobie płeć jak chce? Co determinuje płeć (dwupienność i jednopienność) u pokrzywy? Na Wikipedii doczytałem, że pokrzywa zwyczajna (Urtica dioica L.) należy do rodziny pokrzywowatych (Urticaceae), jest przeważnie dwupienna ale u podgatunków północnoamerykańskich jest jednopienna. A więc jednopienność nie jest tak dowolna jak można byłoby sądzić. Pokrzywa zwyczajna rośnie w warunkach naturalnych w Europie, w strefie umiarkowanej terenów Azji i północnej Afryki.
W USA pokrzywa jest gatunkiem inwazyjnym. Podobno zawleczona została także na inne kontynenty. A więc zamiana dwupienności na jednopienność nastąpiła w procesie kolonizacji. Najpewniej jest to cecha korzystna do kolonizacji, podobnie jak partenogeneza u wodożytki nowozelandzkiej (w kraju pochodzenia rozmnaża się płciowo i czasem partenogenetycznie ale w krajach skolonizowanych, gdzie jest gatunkiem obcym rozmnaża się wyłącznie przez partenogenezę). Bo tak jak w przypadku ślimaka winniczka i obojnaków – każdy osobnik, którego spotka nadaje się do "rozrodu” i wymiany materiału genetycznego. 100 % trafień. Co w przypadku kolonizacji przez zazwyczaj niewielką liczbę osobników ma ogromne znaczenie.
Ale to nie koniec moich poszukiwać z gender w tle. Pokrzywa zwyczajna jest byliną rozłogową czyli rośliną wieloletnią - co roku odrasta z kłączy i korzeni. Dwupienna pokrzywa rozmnaża się także wegetatywnie – przez rozłogi. Taki wielosobniczy klon (dokładniej polikormon – jeden organizm ale wiele „osobników”) zajmuje duży obszar. Bo pojedyncze rośliny (łodygi), wyrastające z gleby są pod spodem połączone kłączami i stanowią jeden organizm. Oczywiście, każdy pojedynczy kormon może żyć samodzielnie. Każdy jednocześnie jest klonem (taki sam materiał genetyczny) organizmu rodzicielskiego.
Jak szacunkowo obliczono to taki polikormon pokrzywy może żyć nawet 50 lat. I kto by pomyślał, że taka „jednoroczna pokrzywa” może być taka długowieczna. A wszystko dzięki pomnażaniu (lepszy termin na biologiczne pojęcie rozmnażania bezpłciowego). Jak doczytałem, na północnym krańcu swojego zasięgu występowania pokrzywa rozmnaża się prawie wyłącznie (a przynajmniej głównie) przez rozłogi, bo brakuje warunków na wydanie kwiatów, zapylenie i dojrzenie nasion. To także sposób na kolonizowanie nowych terenów i „czekanie” z rozmnażaniem płciowym na klimatycznie dogodne warunku (raz na jakiś czas).
Pokrzywa jest wiatropylna. Jak wiatr poniesie, tak pyłek trafi albo nie trafi na kwiaty żeńskie. Dwupienność bywa kłopotliwa, bo muszą się znaleźć obie płcie w „zasięgu wiatru”. Nic dziwnego, że ewolucyjnym wynalazkiem były kwiaty zapylane przez owady (daniną jest nektar). Ale wróćmy do pokrzywy.
Jest jeszcze w naszym kraju pokrzywa żegawka (Urtica urens L.). Jest mniejsza od pokrzywy zwyczajnej ale za to dotkliwiej parzy. Żegawka jest rośliną jednoroczną (co roku wyrasta z nasion) i nie tworzy rozłogów. Ale jest jednopienna, czyli na jednym osobniku są kwiaty żeńskie i męskie (taki obojnak w biologicznym sensie). A popkulturowo rasowy gender – może się czuć samcem lub samicą (jeśli roślina w ogóle może czegokolwiek chcieć i mieć wolę) w zależności od widzimisię. Dzisiaj tak a jutro inaczej. Żegawka pochodzi z obszaru śródziemnomorskiego ale rozprzestrzeniona w Eurazji i Ameryce Północnej. Czyli chyba także zawleczona do USA.
Pokrzywa zwyczajna – jak wyczytałem – może krzyżować się z pokrzywą żegawką. Co w sumie nie jest dziwne jak na rośliny wiatropylne (wiatr niekumaty, nie rozpoznaje i zapyla jak leci). Krzyżówki międzygatunkowe nie są tak rzadkie jakbyśmy sądzili, zwłaszcza u roślin. To dobra strategia ekologiczna i ewolucyjna dla kolonistów. Tak więc, po nieco dokładniejszych dociekaniu, okazało się, że pokrzywa nie jest taka gender (w popkulturowym i gazetowym znaczeniu) jakby się na początku wydawało. Bo w sumie chodzi o dwa gatunki i podgatunki na innych kontynentach.
Pokrzywa zwyczajna jest rośliną dwupienną w Eurazji a jedynie w Ameryce Północnej jest jednopienna, co można być może interpretować jako efekt kolonizacji i być może krzyżówek z pokrzywą żegawką. To ostatnie trzeba byłoby sprawdzić genetycznie. Być może już do ktoś sprawdził, trzeba tylko poszukać w przebogatej literaturze naukowej.
U góry na fotografii osobnik męski pokrzywy zwyczajnej, niżej żeński. Tak mi się przynajmniej zdaje :).
c.d.n. (rozważań gastronomiczno-pokrzywowych).
Stanisław Czachorowski
(przedruk artykułu z bloga Profesorskie Gadanie)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






