poniedziałek, 3 kwietnia 2017

A w Olsztynie pojawiło się masło wiedź...


W ostatnich dniach marca, na brzegu osuszonego jeziora Płuciduga Mała, spotkałem w Olsztynie grzyba o nazwie masło wiedźm. Tyle, że jest to tłumaczenie z języka angielskiego - witches’ butter. Zatem nazwa z wiedźmą powstała na Wyspach Brytyjskich a nie u nas. Niemniej chodzi o grzyba u nas występującego - trzęsaka pomarańczowożółtego (Tremella mesenterica Retz). W polskim piśmiennictwie gatunek ten występuje także pod nazwami: kisielec pomarańczowy, galaretowiec kruszkowy, galaretowiec pospolity, móżdżak kruszkowy, trzęsidło pomarańczowe, trzęsak pomarańczowy i trzęsak złotożółty. Nie jest trujący ale uważany za niejadalny. Nie odznacza się żadnym smakiem ani zapachem, jest galaretowatej konsystencji. Mało apetyczny. W naszej tradycji nie został powiązany z wiedźmami czy mocami nieczystymi.

Nie został jeszcze dołączony do tradycji kulinarnej. Ale w Wimlandii, wszystko jest możliwe.
Fot. Jerzy Opioła, Wikimedia Commons
https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Tremella_mesenterica_a1.JP
W tradycji anglosaskiej, a co za tym idzie i w języku, więcej grzybów nosi nazwy diabelskie i czarownicze: witch’s hat - kapelusz czarownicy (wilgotnica czerniejąca Hygrocybe conica, grzyb lekko trujący, powoduje zaburzenia trawienne), destroying angel - niszczycielski anioł (muchomor jadowity - ten na pewno jest trujący), sevil’s urn - urna diabła. W jakimś stopniu można zaliczyć także dead man’s fingers (palce trupa, palce umarlaka - Palce umarlaka w Puszczy Białowieskiej). W polskie tradycji mamy tylko trującego „szatana” - borowika szatańskiego Rubroboletus satanas.

Stanisław Czachorowski

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza